Michał Kwiatkowski

Team Heartbeat

Uwielbiam podróżować, a wspinanie jest do tego idealnym pretestkem. Pierwsze wyjazdy wspinaczkowe kojarzą mi się z autostopem, rozbijaniem namiotu w deszczu, po zmroku oraz brak sił na gotowanie kolacji po wspinaniu. Wspinanie skutecznie utrudniało mi studiowanie, gdyż ciągle miałem ochotę przebywać w skałach a nie na uczelni. Wszystko to kwestia motywacji, która z biegiem lat nawet jeszcze wzrosła. Moja motywacja to mój najsilniejszy atrybut wspinaczkowy. Nigdy nie czułem się utalentowany ani do najsilniejszych nie należę, lecz to, że bardzo chcę się wspinać lepiej, więcej i mądrzej daje efekty. Od kilku lat poświęcam na wspinanie w skałach około 6 miesięcy w roku, reszta czasu to bycie instruktorem oraz wciskanie włąsnego treningu w dziury między zajęciami.

Od jakiegoś czasu mam dom na kółkach, który mocno ułatwia wybory oraz życie w skałach - ciągle myślę, że zakup takiego samochodu to jedna z najlepszych decyzji mojego życia. Wspinam się głównie w Hiszpanii, a od momentu życia w kamperze - praktycznie tylko w Hiszpanii. Zaczynałem na polskiej jurze, lecz gdy odkryłem wspinanie w Hiszpanii - momentalnie skierowałem swoje plany w tym kierunku. Mogę przyznać, że uczyłem się wspinania w pomarańczowym wapieniu, lecz nie gardzę naszymi białymi skałkami - są wyjątkowe, unikalne, piękne, uczą pokory i balansu w pionowo-połogich płytach jak również przyzwyczajają do małych chwytów i stopni.

Jednak najbardziej uwielbiam pokonywać 50 metrowe maratony w przewieszeniu po tufach i stalaktytach, często zdarza mi się wybierać takie cele, które trudności maja na samym końcu drogi ;-) Tak było z moją pierwszą 8b+, która była swego rodzaju przełomem - uwierzyłem, że jestem w stanie wytrzymać pracę nad RP i nawet dobrze mi to wychodzi. "Salas" bo o niej mowa, miała kluczowy bulder tuż pod stanowiskiem a dojście do bulderu to zróżnicowane wspinanie w dużym przewieszeniu przez 35 metrów. Wiele trickowych miejsc zmuszało do pracy nad drogą oraz do ciągłych optymalizacji patentów - wiele się wtedy nauczyłem. Kolejną drogę, którą bardzo dobrze pamiętam była "Morgan Adam est une Andaluse" 8b. Bardzo dobrze pamiętam ten 75 metrowy maraton na greckiej wyspie Kalymnos. 1,5 godziny wspinania chyba w każdej możliwej formacji wspinaczkowej: od przewieszeń po połóg przez każde rodzaje chwytów i ustawień, urwany stopień, walka z przegięciem liny i radość po wpięciu do stanowiska w najczystszym stylu. Wpinając linę do stanowiska nie wierzyłem, że byłem w stanie zrobić 8b OS, dlatego tym bardziej skłaniałem się do obniżenia wyceny. To jedna z dróg, którą zapamiętam na zawsze a było ich znacznie więcej.

Moje ulubione rejony wspinaczkowe to Rodellar, Chulilla, Villanueva del Rosario, Oliana, Tres Ponts, Gorges du Tarn, Archidona, La Muela, Sella. Do Rodellaru wracam co roku od 7 lat - to mój drugi dom, czuję się jak w swoim rejonie, mam tu wielu znajomych i myślę, że nadal będę tu wracał. Podobnie mam z Chulillą, która klimatem bardzo przypomina Rodellar, lecz wspinanie jest jedynie bardziej przyjazne - mniej przewieszone ;-)

Co roku obieram coraz ambitniejsze cele, które angażują mnie coraz bardziej oraz wymagają bardziej profesjonalnego podejścia. Nie uważam się za profesjonalistę, lecz za fanatyka wspinania. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy chcę zrobić 9a czy 9b - nie jest to moim celem. Moim priorytetem jest wspinać się jak najdłużej, unikając kontuzji i nieustannie czerpać z tego fun. Progres przyjdzie sam, bo motywacji raczej mi nie zabraknie - pytanie do jakiego poziomu mnie to zaprowadzi - gdzie jest moja granica... Wszystko w moim życiu kręci się wokół wspinania i to już od wielu lat. Myślę, że wrosłem w ten styl życia nawet nie zauważając kiedy. Gdy jestem w Polsce, mam już zaplanowany kolejny wyjazd, a gdy jestem na wyjeździe myślę już o zmianach jakie mogę zrobić w treningu by lepiej mi się wspinało na kolejnym wyjeździe - to istna obsesja.

Od samego początku wspinania inspirował mnie Dani Andrada. Podążałem jego śladem od pierwszej wizyty w Hiszpanii, gdy widziałem go w przewisach Rodellaru. Wyznawca filozofii "a muerte", który wspina się praktycznie cały czas od 20 lat. Często spotykam go w Hiszpanii i nadal uważam za mentora, mogę powiedzieć, że jest to swego rodzaju mój idol. Wiecznie w ruchu, jeśli nie obija dróg to na pewno się wspina, lub obija w czasie restów między wstawkami do dróg.


Przejdź do góry